Dziś jest:

Jerzy Lipman – czarodziej kamery

"Jako student szkoły filmowej zobaczyłem etiudę, którą – jeżeli dobrze pamiętam zrealizowała Ewa Petelska. Nie pamiętam tytułu tej etiudy, nie pamiętam o co w niej chodziło, ale było tam sfotografowane brudne okienko piwnicy, a za nim ulica z widocznymi nogami przechodzących ludzi. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale było to ujęcie tak zmysłowe, tak plastyczne a na tle ówczesnej socrealistycznej konwencji – bezinteresowne, że zachwyciło mnie ono i pamiętam je do dziś. W tym jednym ujęciu zobaczyłem nagle coś z prawdziwego kina, pomyślałem od razu: to jest człowiek z którym musze robić następną etiudę." Tym człowiekiem był Jerzy Lipman, studentem zaś, który chciał z Lipmanem zrealizować swoją etiudę  –  Andrzej Wajda. Udało im się tego dokonać w 1951 r. Jerzy Lipman był autorem zdjęć do  etiudy Wajdy pt. "Ceramika iłżecka".

Jerzy Lipman, jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych urodził sie 4 października 1922 r. w Brześciu nad Bugiem w wykształconej rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Wołominie. Ojciec Lipmana pracował bowiem na jednym z kierowniczych stanowisk w wołomińskiej hucie szkła.

Cała ekipa go uwielbiała

"Jerzy Lipman był wspaniałym operatorem. Dobrze operował światłem, był bardzo szybki  w pracy, miał masę inwencji. Cała ekipa go uwielbiała."
Te słowa wypowiedział inny wybitny polski reżyser Jerzy Hoffman, który wielokrotnie współpracował z Lipmanem.
Z całą pewnością Jerzy Lipman był postacią szczególną w polskim życiu kulturalnym, współtwórcą polskiej szkoły filmowej. Ukończył w 1952 r. Wydział Operatorski PWSF w Łodzi, jednak dyplom obronił dopiero w 1965 r. Współpracował z najwybitniejszymi polskimi i europejskimi reżyserami m. in. z wspomnianym Andrzejem Wajdą, oprócz "Ceramiki iłżeckiej" zrealizował także: "Pokolenie" (1954), "Kanał" (1956) "Lotną" (1959) oraz "Popioły" (1965). Lipman był autorem zdjęć do słynnego filmu Romana Polańskiego "Nóż w wodzie" (1961). Współpracował również z Jerzym Kawalerowiczem ( "Cień" – 1956, "Rozwodów nie będzie" – 1963), Jerzym Hoffmanem ("Gangsterzy i filantropi" – 1962, "Prawo i pięść" – 1964, "Ojciec" – 1967, "Pan Wołodyjowski" – 1968), Andrzejem Munkiem ("Zezowate szczęście" – 1960). Często do współpracy Jerzego Lipmana zapraszali także: Jerzy Passendorfer, Jan Rybkowski, Aleksander Ford czy wybitni światowi reżyserzy jak: Claude Chabrol, Jean – Luc Godard, Francois Truffaut, Renzo Rosselini czy Marcel Ophüls.
Lipman był operatorem o niezwykłym temperamencie, zawsze bardzo angażującym się w projekty, których sie podjął. Andrzej Wajda wspominając pracę nad "Popiołami" opisywał zdenerwowanie Lipmana, dotyczące zbyt długiego jego zdaniem procesu oświetlania studia, w którym miały być realizowane zdjęcia do filmu. Park oświetleniowy był wówczas bardzo ciężki i nieporęczny, dlatego oświetlanie, zwłaszcza w studio trwało dość długo. Elektrycy, żeby uspokoić  operatora, kładli przy jego krześle kilka gwoździ i młotek a ten żeby się czymś zająć wbijał je w podłogę i dawał elektrykom możliwość,  spokojnego ustawienia lampy.
Jerzy Lipman należał do pokolenia, które przeżyło traumę II wojny światowej. Wojna odebrała tym ludziom sześć lat życia a ponieważ mieli po 26 lat, była to dla nich ogromna strata. Zachłanność, ciekawość życia i świata brała się właśnie z tej straty. Wielu z nich miało poczucie pewnego "spóźnienia", że jeszcze tylu książek się nie przeczytało, tylu filmów nie widziało, nie było się w teatrze; było silne pragnienie nadgonienia tego straconego czasu. Właśnie taki rodzaj energii i zachłanności cechował Jerzego Lipmana, który jeszcze tym różnił się od tych, którzy uszli śmierci, że on ze zdumiewającą odwagą wychodził śmierci naprzeciw.

Działalność konspiracyjna, mundur niemieckiego oficera, i… niemiecki medal za odwagę

Niezwykłe losy Jerzego Lipmana w czasie II wojny światowej mogłyby być kanwą do napisania sensacyjnej książki czy nakręcenia filmu i może to się kiedyś stanie. Jednak sam operator nigdy się tym nie chwalił, nie epatował innych opowieściami o swoich przeżyciach z czasów wojny.  Rzeczywiście wojenna biografia Lipmana była niezwykła, począwszy od ucieczki z getta w Wołominie w 1942 roku, poprzez swoją działalność w podziemiu, kiedy jeździł po Europie w przebraniu niemieckiego oficera i próbował zdobywać broń dla walczącej z okupantem Polski. Odwaga czy nawet brawura Jerzego Lipmana była wyjątkowa i niezaprzeczalna, ale chyba też można powiedzieć, że miał szczęście spotkać na swojej drodze kilku przyzwoitych ludzi, którzy mu pomogli. Taką osobą był na przykład kolega Lipmana z Kobyłki, który miał ojca organistę na plebanii i w ten sposób załatwił mu fałszywe metryki urodzenia Dzięki tym dokumentom Lipmanowi udało się w magistracie zdobyć oficjalne kenkarty. I w ten oto sposób, Jerzy Lipman stał się Jerzym Lipińskim. Warto także wspomnieć o koledze Lipmana z liceum Władysława IV, który udostępnił mu swoje mieszkanie, w tramwajarskiej czynszówce na rogu Towarowej i Alei Jerozolimskich w Warszawie. Niewątpliwie bardzo szczęśliwym zbiegiem okoliczności dla Lipmana, było spotkanie kolegi z podstawówki w Wołominie niejakiego Gienia, którego szwagier  -pół Polak, pół Niemiec miał firmę budowlaną na Okęciu. Gienio pracował u niego w charakterze przewodnika, który woził na Wschód robotników pracujących na budowach prowadzonych przez niemiecką Organizację Todta. Gienio złożył Lipmanowi propozycję, aby został jego pomocnikiem, którą Lipman przyjął. W trakcie jednej z takich podróży, zimą 1943 r., przysiadł się do nich oficer SS, który dobrze mówił po polsku i zaproponował partyjkę pokera, którą to Lipman wygrał. Oficer doceniając świetną grę Lipmana, zaproponował rewanż. Wręczył mu swoją wizytówkę (nazywał się Adam Śledziński) i zaprosił do Mińska, gdzie przebywał. Koledzy uznali, że to szaleństwo, ale Lipman był zdecydowany pojechać. Przez kilka dni Lipman i Śledziński grali w pokera i chodzili razem po niemieckich knajpach. W momencie, kiedy Lipman oznajmił Śledzińskiemu, że musi wracać do Warszawy, ten zaproponował, iż korzystając z urlopu także z nim pojedzie. W tym czasie, Jerzy Lipman należał już od roku do podziemnych struktur PPS – u, zajmując się głównie dostarczaniem broni dla podziemia. W Warszawie Śledzinski oznajmił Lipmanowi, że nie zamierza już wracać do jednostki i ze ukradł z niej dokumenty in blanco i stemple, które z powodzeniem mogą posłużyć jako wzór do podróbek. Lipman  za pośrednictwem siostry która, dzięki znajomości języków obcych, pracowała w nasłuchu o Osóbki – Morawskiego przekazał, tę cenną zdobycz fałszerzom z Podziemia. Następnie Śledzinski i Lipman doszli do wniosku, że muszą zmienić swoją tożsamość  i oczywiście tylko na papierze wstąpili do pewnej jednostki Luftwafenbau, stacjonującej gdzieś pomiędzy Smoleńskiem a Mińskiem, po czym udali się na Rakowiecką, do centrali zaopatrzenia Luftwaffe po stosowne uniformy. Śledziński pozostał przy stopniu oberlejtnanta, Jerzy Lipman natomiast został jego adiutantem. Później Lipman często, właśnie w przebraniu niemieckiego żołnierza, wyjeżdżał do Francji, Austrii, Włoch, gdzie m.in. próbował  zdobywać broń dla podziemia.
 W kwietniu 1944 r.  Jerzego Lipmana dotknęła tragedia. Została aresztowana jego siostra Zofia. Lipman podejmował próby jej uwolnienia, niestety bez skutku. Wtedy przyszedł  mu do głowy pomysł wyjazdu do Mediolanu, aby zdobyć pieniądze na wykupienie siostry, nie do końca był to jednak wyjazd pomyślny. Lipman do Mediolanu przybył wspólnie  z kolegami po broń, którą mieli dostarczyć Polakom włoscy partyzanci. Jednak okazało się, że broni nie było i Lipman wspólnie z kolegami podjęli decyzję o rozbrojeniu włoskich żołnierzy i wtedy pojawił się samotny Niemiec – esesman, który stawił opór. Doszło do strzelaniny, podczas której Lipman został ranny w udo, natomiast Niemiec w pierś. W momencie, gdy nadjechał patrol, koledzy Lipmana uciekli. Natomiast obaj ranni – Lipman (w niemieckim mundurze) i Niemiec trafili do szpitala. Nieprzytomny Niemiec twierdził w malignie, że go napadnięto i że jednym z napastników był Lipman. Ten natomiast tłumaczył, że starał się Niemcowi pomóc. Jerzy Lipman miał szczęście, kula w nodze nie pochodziła z broni Niemca, a kula w piersi tegoż nie pochodziła z broni Lipmana. Jednak Lipman bał się, że Niemiec odzyska  przytomność i wszystko się wyda. Pod pretekstem bezsenności, prosił o pastylki nasenne, które ukradkiem podawał nieprzytomnemu Niemcowi. Bał się również, że podczas zabiegów pod narkozą sam mógłby się wygadać i z tego powodu wszystkie bolesne operacje nogi przechodził bez znieczulenia. Ranny Niemiec niedługo potem umarł, a Lipmana…. Niemcy odznaczyli medalem za odwagę. Z powodu alianckich bombardowań Niemcy często przenosili Lipmana do innych szpitali. Podczas takich przenosin, Lipman nie zwracając uwagi na kulejącą nogę uciekł, próbując przedostać się do neutralnej Szwajcarii, jednak na wieść o wybuchu powstania w Warszawie, wrócił do walczącej stolicy.

Był niezastapiony

Niezwykłe doświadczenie życiowe Jerzego Lipmana sprawiało, że każdy liczył sie z jego zdaniem. Andrzej Wajda twierdził, że: "autorytet Lipmana brał sie głównie stąd, że on się nigdy nie wahał: wiedział co ma być sfotografowane, gdzie ustawić kamerę, jaką dać przesłonę. Potem, w czasie przeglądu materiałów, byliśmy zwykle zdumieni, że to wygląda jeszcze wyraziściej niż sie spodziewaliśmy. Poza tym nigdy nie zrzucał winy na innych. To były jego zdjęcia, za które on brał odpowiedzialność."
Większość reżyserów współpracujących z Jerzym Lipmanem twierdzi, iż był człowiekiem, który najsilniej cementował ekipę pracującą przy filmie, był kimś więcej niż tylko operatorem obrazu, Jerzy Kawelerowicz tak go wspomina:"Jurek Lipman był nie tylko utalentowanym operatorem, ale i wspaniałym kolegą. […] Lipman należał do tych operatorów, którzy są czymś więcej niż tylko operatorami obrazu, zawsze można go było śmiało nazwać współtwórcą  filmu."
Jerzego Lipmana traktowano jak człowieka, który wie o życiu i świecie znacznie więcej niż pozostali. Budził ogromne zaufanie i sympatię. Brało się to stąd, że był człowiekiem bardzo lojalnym, życzliwym, odpowiedzialnym ale także mającym fantastyczne poczucie humoru i dystans do siebie i świata. Andrzej Wajda uważał że: "kiedy Jerzy Lipman podejmował się zdjęć, wszyscy oddychali z ulgą. Wiadomo było, że to on przejmuje odpowiedzialność za ukończenie filmu na czas; reżyser liczył na to, że Jurek pomoże mu dogadać się z producentem, producent na to, ze w razie problemów wyciśnie na reżyserze podporządkowanie się zobowiązaniom produkcyjnym. Krótko mówiąc był niezastąpiony."
Jerzy Lipman wyjechał z Polski na fali tzw. wydarzeń marcowych w 1969 roku.
Zmarł w Londynie w 1983 r.

Autor: Marta Krakowska


Dodano: 20 grudnia 2010

Gmina Wołomin 
ul. Ogrodowa 4, 05-200 Wołomin
tel. (22) 763 30 00, fax (22) 763 30 66
e-mail: um@wolomin.org

Urząd czynny
pon: 9:00 - 19:00, wt - czw: 8:00 - 16:00
pt: 8:00 - 14:00
Kasa Urzędu czynna
pon: 9:00 - 18:15, wt - czw: 8:00 - 15:15
pt: 8:00 - 13:15
(przerwa w Kasie pon-czw :13:00-13:25, pt:11:00-11:25)
Nr rachunku:
49 1240 6074 1111 0000 4991 6047
Opłata skarbowa:
90 1240 6074 1111 0010 5705 0013 

    Biuletyn Informacji Publicznej    Biuletyn Informacji Publicznej
    Elektroniczna Skrzynka Odbiorcza    Elektroniczna Skrzynka Podawcza  


Odwiedź nas na Facebooku!     Odwiedź nasz kanał na YouTube!     Odwiedź nasze galerie na Flickr!

 

Polecamy

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij